zazdroszczę im.
Zazdroszczę tym, którzy mieszkaja w wielkich miastach od poczęcia. Zazdroszcze im pewności siebie, braku zaufania innym ludziom, wiedzy o swojej wartości.
My mieszkańcy małych miasteczek, niestety w większości nie posiadamy owych umiejętności i dopiero teraz (aż?) uczymy sie od początku życ.Doba nie generalizuje. JA uczę się życ.
Teraz widzę ten wyścig szczurów, o którym tylko słyszałam. i naprawdę wkurwia mnie to gdy czuje, że daje z siebię wszystko, że lepiej czegoś nie mogę zrobic, następnego dnia słyszę, że nie umiem kompletnie nic i jestem do dupy. !!!
Bo w dużych miastach nikt nie ma szans sie pomyslic.
Bo wtedy juz jestes przegrany. Bo tysiąc innych czeka na Twoje miejsce. Bo musisz sie obudzic, bo jestes juz dorosła, bo to jest inne miasto to nie jest Twoje miasteczko, nie możesz płakac, bo nikt NIKT Cie po głowie tutaj nie pogłaska.
Tutaj nie ma czegoś takiego jak lojalnośc. To pojęcie tutaj nie istnieje. Każdy kłamie i kręci, żeby tylko ochronic swoją dupe. Znajomi są tam fajni, ale tylko do zabawy. Do wypłakania się juz nie ma.
I już sie nie dziwię, dlaczego zawsze jak młodzi wyprowadzają się do innego miasta, to zawsze trzymają się razem. Na wszelki wypadek. Bo potem okazuje się że "American dream" się nie spełnia. Że to, że jest blisko kino i imprezy wcale nie wystarcza, żeby się dobrze bawic. Że czegoś Ci brakuje. Brakuje Ci TWOJEJ ławki w parku, brakuje TWOJEGO skleu gdzie kupujesz bułki, brakuje Ci TWOJEGO miejsca gdzie zawsze chlałaś z PRZYJACIÓŁMI.
Aż w końcu. Brakuje Ci Twoich PRZYJACIÓŁ, Twojej RODZINY, Twojej MIŁOŚCI.
Nie jest tak pięknie i różowo jak sobie to wyobrażałam. I naprawde teraz doceniam chwile spędzane w domu.
Lecz gdy patrze na "znajomych" z pracy, którzy są odemnie o 5 - 6 lat starsi i mieszkają z rodzicami choc mają środki na utrzymanie się samemu ( i dziwią się jak moge przezyc miesiąc za 1000 zł, gdzie ja nigdy takiej kasy w łapach nie miałam), ale wolą tą kase wydac na imprezy, to budzą we mnie litośc.
Bo przeciez ten dzień musi kiedyś przyjśc. im wczesniej odlecisz od mamusi tym twardszą masz potem dupę, a przynajmniej wiesz jak się płaci rachunki.
I na krok aby, zeby wrocic do miasteczka musiałabym sie mocno zastanowic. Bo u nas sie nie wraca. A jeśli sie wraca to czujesz się jakbyś cofnął sie parę dobrych kroków wstecz. I młodzsi patrzą sie na Ciebie z niedowierzaniem, jak mogłas wrocic?
Choc nie powiem, że nie zastanawoałam sie nad tym. powiem więcej. mysle o tym jak wstaje, jak jade autobusem, jak jestem w pracy, jak wracam do domu, jak jem, jak zasypiam, jak śnie. a najbardziej gdy jestem w domu. bo tylko tu czuję sie jak w domu.
Ale chyba tego powrotu bałabym się bardziej niż zostania we Wrocławiu.
Bo chcę udowodnic sobie, że potrafie, że sobie poradzę.
sobota, 20 września 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

3 komentarze:
powiem Ci ze to co napisalas jest piekne i prawdziwe. Brakuje mi dokladnie tego samego, beztroski, nieodpowiedzialnosci, nie doroslosci, brakuje mi wspolnych piw po probach, wielu rzeczy mi brakuje. wierze jedanak ze tu w WIELKIM miescie moga spotkac mnie rownie cudowne chwile, ktore z czasem przyjda wystarczy wierzyc.
a przyjaciol od "wyplakania" nigdy Ci brakowac nie bedzie:)
lov'ya:*
hana
oj hana hana, Ty wieczna optymisko ;)
Lov'ya too :*
Ikuś...damy radę... razem:* no!
Prześlij komentarz